Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
15 sierpnia 2016

Bownik: Moda, jak to określił Coetzee, nie ma twarzy, więc za każdym razem musi się odradzać jak feniks z popiołów.

Paweł Bownik (ur. 1977) to jeden z najważniejszych europejskich artystów-fotografów.

Jego prace prezentowane były między innymi na wystawach: „Co widać? Polska sztuka dzisiaj” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, „Urna” w Bibliotece Narodowej w Pałacu Krasińskich, a także w M55 Gallery w Atenach, Museum for Fotografie Huis Marseille w Amsterdamie, Muzeum Współczesnym we Wrocławiu czy warszawskiej Zachęcie. „Disassembly”, książka fotograficzna Bownika, otrzymała główną nagrodę w konkursie „Fotograficzna Publikacja Roku 2014”. Została również nominowana do Kassel Photobook Award 2014.

Zdjęcia Bownika należą do najbardziej ikonicznych w sztuce polskiej XXI wieku. Od 18 czerwca jego prace prezentowane są na wystawie „Wykrój. Miasto. Tarnów” w BWA w Tarnowie w neogotyckim Pałacyku Strzeleckim. Przedstawiają ubrania muzealne i konfekcję znalezioną w niedawno upadłej fabryce odzieżowej Tarnkonfex.

(wywiad pochodzi z  K MAG #82)
Na zdjęciach, które prezentujesz w BWA, ubrania wywinięte są na lewą stronę. Dlaczego? 

Lewa strona to wyrównanie asymetrii. W tej kwestii bliskie mi jest myślenie Glenna Goulda. Większość kompozytorów pisze tak, jak gdyby wszyscy pianiści byli praworęczni. Dlatego często prawą się śpiewa, a lewą jedynie akompaniuje. Gould poprawiał wielkich kompozytorów w częściach granych na lewą rękę. Wszystko po to, by osiągnąć demokrację głosów. Oto, czym jest lewa strona – dopuszczeniem innych głosów, zachowaniem równowagi, poszerzeniem rejestrów.
Sfotografowałeś między innymi gorsety ludowe okresu międzywojnia i suknię cygańską. Te rzeczy niosą ze sobą silny ładunek kulturowy, symboliczny, historyczny. Czy ich rzeczywisty kontekst, ich proweniencja są dla ciebie ważne?

Sfotografowałem w konwencji muzealnej lewą stronę gorsetów i sukni, by symbolicznie przywołać możliwość odwrócenia narracji. Stroje historyczne często stają się oprawą utrwalającą uproszczony obraz lub obraz koncentrujący się tylko na estetyce. Ale jest też druga strona, często pomijana i nieobecna. Mnie interesował ten aspekt demokracji rejestrów i odwołanie do historycznego ciężaru ubioru.
Sfotografowałeś też marynarkę tarnowskiej marki Januś i sukienkę francuskiej firmy Zyga z lat dwutysięcznych. To są chyba bardzo brzydkie rzeczy?

Nie są łatwe w odbiorze. Choć właśnie to mnie inspiruje. Nie posiadają ciężaru znaczeniowego, można je dowolnie zdefiniować, nie są uciśnione. Mimo że zostały obarczone estetyką okresu, w jakim powstały, wady tych ubrań stanowią ich atut. A jak wiadomo, „słowa o zimnie mogą być ciepłe”.
Moda w ogóle cię jakoś kręci?

„Kręci” to może za mocne słowo. Interesuje mnie na poziomie treści, jakie generuje. I oczywiście w wersji mocno okrzepłej historii – z przyjemnością oglądam wystawy czy książki z kolekcjami kostiumów filmowych, na przykład Adriana Greenberga. Lubię też czasy, w których fotografia określała modę bardzo rzeźbiarsko, jak robili to Horst P. Horst, Cecil Beaton czy George Hoyningen-Huene.
Zrobiłeś kiedyś sesję modową?

Nie, nie zrobiłem. Ale niektóre tkaniny czy obiekty chętnie wykorzystałbym w swoich zdjęciach. Moda, jak to ładnie określił John Maxwell Coetzee, nie ma twarzy, więc za każdym razem musi się odradzać jak feniks z popiołów. Nikt nie zna źródła mody i to jest fascynujące.
Twoje zdjęcia z cyklu „Koleżanki i koledzy” jednocześnie zacierają i podkreślają granice. Współczesna dziewczyna w młodzieżowych szortach z dżinsu (Łania, 2013 r.) wisi jak upolowane zwierzę na barokowym obrazie holenderskim. Na zdjęciu The Red Room (2012 r.) chłopak w pastelowo-neonowych ciuchach, niczym z reklamy Jeremiego Scotta, wiąże sportowy but, siedząc w barokowym, pałacowym wnętrzu. W tych zdjęciach jest błąd, anachronizm, ale ty to zupełnie zacierasz.

Tak, większość fotografii z tego cyklu składa się ze sprzecznych komunikatów. Często oprócz gestów, jakie wykonują postaci na zdjęciach, tę ambiwalencję podkreśla także ubiór. Natomiast zacieranie jest afirmacją zwyczajności. Podział na gatunkowe i niepasujące, klasyczne i nieklasyczne nie ma znaczenia. Jest tylko obraz zbudowany z elementów. Gesty i przedmioty nie są określone w czasie, wszystko krąży.
Jaka jest różnica między współczesną fotografią, na przykład „Łanią”, a siedemnastowieczną martwą naturą holenderską?

Nie ma żadnej, obie mówią o tanatologii i taksydermii.
Trzeba jakoś lekko zakończyć ten wywiad. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?

Ostatnio „Dario 87” Tomasza Sikorskiego z tekstem Borgesa. Ale nie wiem, czy to taki lekki koniec, i czy to jest moja ulubiona piosenka. Chyba naprzemiennie z „Sometimes it snows in April” Prince’a.

Zdjęcia Bownika można zobaczyć na wystawie
„Wykrój. Miasto. Tarnów”
BWA Tarnów
18.06-28.08.2016