Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
19 października 2016

„Boy King” to najbardziej nasycona seksualnymi pragnieniami pozycja w dyskografii Wild Beasts.

Tekst Cyryl Rozwadowski
materiał ukazał się
w #83 numerze K MAG

Kwartet z Kendal w Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich ośmiu lat zdążył zaistnieć jako grupa najbardziej błyskotliwych reinterpretatorów art rockowej formuły i pupile prasy muzycznej. Ich piąty album to prawdziwy zwrot akcji – transformacja z lubianego, czułego intelektualisty w krwiożerczego wilkołaka wywołana przez światło księżyca. „Boy King” skrzy się syntezatorowym blaskiem i epatuje zdecydowanie bardziej popowym podejściem do kompozycji. To także najbardziej nasycona bezpośrednio wypowiadanymi seksualnymi pragnieniami pozycja w ich dyskografii. Jednak Wild Beasts robią unik przed wejściem wprost w światła reflektorów. Ich najnowsze dzieło, choć bardziej przystępne niż poprzednie albumy, nadal pełne jest kompozycyjnych niuansów i świetnych pomysłów, a kontrastujące głosy Haydena Thorpe’a i Toma Fleminga są równie magnetyzujące, co na poprzednich czterech longplayach. Czy to jednorazowy, niekontrolowany potok testosteronu, czy też zapowiedź trwałej muzycznej transformacji? Czas pokaże, ale każda opcja jest równie ekscytująca.

Wild Beasts
„Boy King”
Sonic
Premiera 5 sierpnia 2016

Tutaj znajdziecie pozostałe recenzje Cyryla Rozwadowskiego