Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
2 stycznia 2017

John Legend nie osiadł na laurach. Muzyk wydał najprzyjemniejszy album w karierze

Tekst Cyryl Rozwadowski
Materiał ukazał się
w #85 numerze K MAG

Gdy dwa lata temu John Legend został nagrodzony Oscarem za piosenkę do filmu „Selma”, mógł pozostać w swojej strefie komfortu i przez resztę kariery produkować przystępny, balladowy soul. Jednak pierwszy longplay od czasu tego sukcesu zaskakuje odwagą. Legend zachowuje zwyczajową klasę, zostawia sobie otwarte drzwi do większości rozgłośni radiowych, ale wyprawia się także w nieznane dotąd strony, zawieszając swoje brzmienie pomiędzy klasyką soulu i R’n’B a nowoczesnością. Zręcznie miesza tytułowe światło i mrok, a gdy na horyzoncie pojawia się widmo niestrawnego patosu, kontruje je ambitnymi i nieoczywistymi muzycznymi akcentami. Wypadkową tych wahań jest jego najbardziej spójny i najprzyjemniejszy album w karierze.

John Legend
„Darkness and Light”
Sony Music Entertainment

Inne recenzje Cyryla Rozwadowskiego znajdziecie tutaj