Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
9 stycznia 2017

„La La Land” to rollercoaster emocji. Urzeka, wzrusza i zachwyca rewelacyjnymi aktorskimi kreacjami

Powiedzieć o „La La Land”, że to dobry film, to jak powiedzieć nic.
Wydawałoby się, że jest to jedna z tych historii, które widzieliśmy już setki razy: on spotyka ją, ona jego, coś między nimi zaczyna iskrzyć. Fabuła banalna, ale sposób realizacji już taki nie jest.
Najnowszy obraz Damiena Chazelle’a to dzieło kompletne, które nie tylko chwyta za serce, ale tarmosi nasze najczulsze miejsca, pozostawiając po sobie błogie uczucie spełnienia.
Dawno nie było już w kinie komercyjnym dzieła, które wprowadzałoby powiew świeżości do świata oklepanego montażu i jednakowych ujęć.

Wystarczy tylko otwierająca scena, by ulec czarowi „La La Land”. Fenomenalny, taneczny mastershot do kawałka „Another Day of Sun” to prawdziwy rollercoaster emocji. Jeżeli ulegniemy im na początku, to czeka nas prawdziwa jazda bez trzymanki, której finał zwieńczy widowiskowy „Epilog”. W międzyczasie wzruszymy się podczas „City of Stars” i „Audition (The Fools Who Dream)”.
Zresztą Justin Hurwitz po raz kolejny udowadnia, że potrafi odświeżyć przykurzone i zapomniane brzmienia. W „Whiplash” przenosi nas w świat rywalizujących bębnów. W „La La Land” przywraca chwałę ery Hollywood, gdy na ekranie rządzili Gene Kelly, Fred Astaire i Ginger Rogers.

Damien Chazelle bawi się konwencją, puszcza oko w stronę fanów slow motion, żartuje z wielbicieli romantycznych scen. Chazelle prezentuje swoje osobliwe poczucie humoru choćby w scenie, gdy Mia i Sebastian w półmroku sali kinowej gotowi są złożyć na swoich ustach pierwszy pocałunek. Finał tej sceny można przyrównać do brutalnego i nagłego przebudzenia z głębokiego snu. To jednocześnie pstryczek w nos dla wszystkich, którzy za bardzo dają się utulić filmowej iluzji.

Damien Chazelle w urokliwy sposób tworzy kino paradoksu. Z jednej strony łatwo jest nam utożsamić się z bohaterami „La La Land”. Podobnie jak Andrew Neimann w „Whiplash”, Mia i Sebastian nie są jednowymiarowymi kalkami, ich zachowanie nie jest jednoznaczne.
Jednocześnie reżyser cały czas balansuje na granicy kiczu i małe, ludzkie dramaty przystraja pstrokatą scenografią i chwytliwymi aranżami. Pod tą pozorną lekkością kryje się prawda, której nie doświadczymy w innych, tryskających feerią barw filmach.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że młody, bo niespełna trzydziestojednoletni Damien Chazelle, do swojej trzeciej produkcji zaprosił nie tylko utalentowanych aktorów (J.K. Simmonsa nadal w formie, choć epizodycznie). „Niewidzialną” część filmowej ekipy wypełniają uznane nazwiska. To ogromny sukces jak na kogoś, kogo filmowy debiut sprzed siedmiu lat przeszedł właściwie niezauważony („Guy and Madeline on a Park Bench”, 2009).
Pamiętacie malownicze scenografie z „Bękartów wojny” czy „Kill Billa”? A może urzekły was widoki w „Genialnym klanie” Wesa Andersona? Stoi za nimi David Wasco, który swoimi pomysłami uzupełnia również „La La Land”. Kostiumy, rzecz pozornie prosta, to efekt wyczucia stylu Mary Zophres, która regularnie współpracuje z braćmi Coen („Fargo”, „Ave, Cezar!”, „To nie jest kraj dla starych ludzi”), a czasem przerzuca się na science-fiction („Kowboje i obcy”, „Interstellar”).
Energetyczny montaż to zasługa Toma Crossa, który współpracował już z Damienem Chazelle’em przy „Whiplash”, a w międzyczasie zrealizował „Joy” z nieobliczalną Jennifer Lawrence. Za zdjęcia odpowiada Szwed Linus Sandgren, znany m.in. z „American Hustle”.

Pośród wszystkich zachwytów nad „La La Land” (których nie szczędzimy również w redakcji), wypadałoby znaleźć choć małą skazę na tym ogromnym brylancie. Przeciwników Ryana Goslinga muszę zasmucić. Kanadyjczyk ze swoją oszczędną grą znakomicie wpisuje się w filmową konwencję. Stonowana ekspresja aktora czyni z niego urokliwy obiekt westchnień, a jednocześnie zostawia pole do popisu Emmie Stone. Swoim żywiołowym usposobieniem młoda Amerykanka nakręca spiralę zdarzeń i nietrudno zauważyć, że mimo równego rozplanowania obu ról, to jej gwiazda błyszczy jaśniej.

„La La Land” to zdecydowanie jeden z najciekawszych filmów mijającego roku.
Do polskich kin wchodzi oficjalnie 20 stycznia, ale dystrybutor udostępnia musical na pokazach przedpremierowych. K MAG, jako patron medialny filmu ma kilka wejść na jeden z nich.

Rozdanie Złotych Globów 2017 zdominował „La La Land”, zobaczcie pełną listę nagrodzonych 

Przedpremierowy pokaz odbędzie się we wtorek 10 stycznia w warszawskim kinie Multikino – Ursynów o godzinie 20:00. Aby otrzymać zaproszenie wystarczy wysłać swoje zgłoszenie na adres redakcja@k-mag.pl. O otrzymaniu zaproszenia powiadomimy drogą mailową. Liczy się kolejność zgłoszeń.