Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
24 października 2016

„My Woman” Angel Olsen to nie tylko zapis artystycznej metamorfozy, ale także manifest dojrzałej, walczącej kobiety.

Tekst Cyryl Rozwadowski
Materiał pochodzi z #83 numeru K MAG

Angel Olsen w publicznej świadomości zaistniała ponad dwa lata temu jako wybitnej klasy singer-songwriterka. Skromność „Burn Your Fire for No Witness” na najnowszej płycie idzie jednak w odstawkę. „My Woman” to nie tylko zapis artystycznej metamorfozy, ale także manifest dojrzałej, walczącej kobiety. W dodatku poparty unikalnymi dźwiękami – hybrydą amerykańskiego dziewczęcego popu lat 60. z punkowym zapałem ruchu Riot Grrrl. Angel odziała swój kunszt w dużo bardziej interesujące, nieco awangardowe kreacje i stworzyła nieskazitelny album o przenikaniu się niewinności i bezbronności z żywiołem i agresją. To chyba najjaśniejsza iskierka nadziei dla tych, którzy nadal płaczą z powodu nowej artystycznej drogi PJ Harvey.

Angel Olsen
„My Woman”
Jagjaguwar

Więcej recenzji muzycznych