Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
14 grudnia 2016

Rosalie intryguje mieszanką r’n’b i house’owych pulsacji. Posłuchajcie koniecznie.

foto Tatiana Pancewicz i Karol Wysmyk

Życie Rosalie toczy się pomiędzy Berlinem a poznańskim „Górnym Tarasem” – znanej z piosenki Much części dzielnicy Rataje. Utalentowana, dwudziestotrzyletnia wokalistka ignoruje granice zarówno na co dzień, jak i w studiu czy na scenie. Jej debiutancka EP-ka to pięć intrygujących kawałków, wybuchowa mikstura najróżniejszych inspiracji – przede wszystkim z tradycji r’n’b, ale też brzmień grime, footworkowych łamańców i klasycznych, house’owych pulsacji. Przy najnowszej produkcji pracowali między innymi MIN t, znana z polskiej trasy GusGus, weteran polskiej sceny klubowej Mentacut czy reprezentant Polish Juke, Lux Familiar. Zaś w tworzeniu polskich tekstów Rosalie wspierał lider grupy Muchy, Michał Wiraszko.

TEKST Łukasz Lubiatowski
Materiał ukazał się w #84 numerze K MAG

Kiedy zaczęłaś nagrywać? Co cię pchnęło, by sięgnąć po mikrofon?
Głównym bodźcem było słuchanie ogromnej ilości muzyki r’n’b; zaczynając od Destiny’s Child, Aaliyah, TLC, a kończąc na Tinashe i Banks. Każdy z tych wykonawców miał duży wpływ na obrany przeze mnie kierunek. Przede wszystkim miałam dosyć śpiewania coverów – w końcu przyszedł czas na Rosalie. Około półtora roku temu zaczęłam nagrywać autorskie utwory, a po pół roku przygotowań całego projektu postanowiłam wypuścić pierwszy z numerów, czyli „This Thing Called Love”.

Jak się żyje w ciągłej podróży między Polską a Niemcami? Wpływa to na twoją muzykę? Czy Poznań to rzeczywiście „miasto doznań”?
Poznań jest miastem, w którym zaczęła się moja przygoda z muzyką; szkoła muzyczna, chóry, konkursy… To tu nagrałam swoje pierwsze utwory, zagrałam pierwszy koncert. Jednak zawsze ciągnęło mnie z powrotem do Berlina. Postanowiłam pojechać, poszukać nowych inspiracji i skończyć EP-kę. Wyszło to lepiej, niż sądziłam, co oznacza, że Berlin był dobrym wyborem. Motyw przewodni EP-ki to obserwacja ludzi i ich życia w mieście. Ciekawi mnie to, co się dzieje w Poznaniu i Berlinie. Styl życia, kultura, ulice mają ogromny wpływ na to, o czym piszę i jak śpiewam. Oba miasta bardzo sprzyjają tworzeniu muzyki.

W latach 90. w Berlinie narodziło się techno. Młodzież ze wschodu i zachodu spotykała się w tych samych miejscach, słuchała tej samej muzyki, brała te same narkotyki. Nielegalne imprezy stały się chlebem powszednim.

Czym się kierowałaś, szukając producentów do swojej EP-ki? Miałaś konkretną wizję płyty czy raczej postawiłaś na spontan, żywiołowość?
Staram się niczego nie zakładać, bo i tak zawsze wychodzi inaczej. Tworzysz utwór z myślą, że będzie smutny i ciężki, a kończysz z lekkim i tanecznym kawałkiem. Chyba właśnie to najbardziej lubię w tworzeniu – koniec końców efekty zawsze są zaskoczeniem. Z częścią osób, których produkcje będzie można usłyszeć na mojej EP-ce, miałam już okazję współpracować, ale pojawi się też kilka nowych postaci, jak na przykład Lux Familiar czy MIN t. Chciałam dobrać ludzi, których muzyka mnie jara. Wiedziałam, że wyjdzie z tego coś dobrego.

Sama komponujesz czy pojedyncze kawałki to robota poszczególnych producentów? Jak doszło do współpracy z Michałem Wiraszko?
Sama tworzę linię melodyczną i piszę teksty, natomiast za aranże odpowiedzialni są producenci. Niemniej jeśli chcę, żeby coś brzmiało inaczej, to oczywiście szukamy innych rozwiązań. Od pewnego czasu pomaga mi w tym Michał Wiraszko. Wspólnie pracowaliśmy nad tekstami w języku polskim, ponieważ sama nigdy wcześniej tego nie robiłam, nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Poznaliśmy się dzięki Łukaszowi Kowalce, który organizuje koncerty i prowadzi audycję radiową „Duszne Granie”. Wiedział, że szukam pomocy, i skierował mnie właśnie do Michała. Bardzo długo razem pracowaliśmy, dobrze się poznaliśmy, udało nam się nawiązać bardzo fajną relację. Dzięki temu powstały dwa świetne numery. To dla mnie bardzo ważne doświadczenie. Nie boję się już tworzyć w języku polskim, a nawet sprawia mi to ogromną przyjemność.

Czego ostatnio słuchasz?
W podróżach S-bahnami po Berlinie stale towarzyszy mi „Blonde” Franka Oceana, ucieszył mnie też powrót Solange Knowles z nową płytą „A Seat At The Table”.