Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
13 listopada 2016

Sekstaśma i erotyka w poważnym kinie – wbrew pozorom łączy je dość sporo.

tekst pochodzi z K MAG#83

Chyba każdy z nas zastanawiał się, jak wygląda kręcenie scen erotycznych „od kuchni”. Dzisiaj mistrzami w tej dziedzinie okrzyknięto między innymi twórców serialu HBO „Gra o tron”, ale trudno nie wspomnieć o pozbawiających wszelkich złudzeń filmach, jak choćby „LOVE” Gaspara Noé czy „Nimfomanka” Larsa von Triera. A także typowych sekstaśmach.

Niekończący się wytrysk prosto w ekran.

Aktorstwo to w dużym stopniu praca ciałem. W praktyce jednak wygląda to bardzo różnie. Są osoby, które nie mają oporów przed eksponowaniem nagości, a swoje ciało traktują jak narzędzie pracy, ale są i takie, którym w erotykę na ekranie nie pozwala się zaangażować kręgosłup moralny. Jeśli nie własny, to na przykład widza.

To nie jest łatwe 

„Kręcenie scen erotycznych nie jest łatwe. Zarówno od strony technicznej, jak i emocjonalnej. Stworzenie intymnej sytuacji z obcą osobą, kiedy ekipa techniczna tłoczy się w sypialni, nie jest proste. Ogarnia cię wstyd nie tylko przed partnerem, ale także resztą ekipy, a żeby scena była wiarygodna, musisz czuć się swobodnie, naturalnie… Po nagrywaniu takiej sceny jestem bardziej zmęczona niż po kręceniu biegu przełajowego”, mówi Katarzyna Warnke. Aranżacja filmowych zbliżeń wymaga odpowiednich przygotowań. Przede wszystkim poprzedza ją podpisanie stosownego kontraktu, w którym doprecyzowane zostaną najdrobniejsze szczegóły dotyczące tego, co ostatecznie będzie widoczne na ekranie, a co nie. Natomiast by nakręcić samą scenę, liczba osób w studiu zostaje ograniczona do niezbędnego minimum – najczęściej reżysera, operatora, dźwiękowca i ich asystentów. W wielu przypadkach aktorzy tak naprawdę nawet nie muszą być zupełnie nadzy, wszystko zależy od kąta, pod jakim ustawiona jest kamera. Istnieją również specjalne nakładki na części intymne, sztuczny pot, charakteryzacja i odpowiednie światło. Dlatego bardzo często najtrudniejszy nie jest fizyczny aspekt sceny erotycznej, ale psychiczny. Pokazanie emocji towarzyszących seksualnym podnietom, kiedy aktorowi daleko do stanu uniesienia, może być dużym wyzwaniem. Ale choć trudniej udawać podniecenie, emocje są równie naturalne, co radość czy gniew. Jak mówi Kasia Warnke: „Erotyka jest bardzo ważnym elementem życia, więc nic dziwnego, że artyści chcą opisywać ją w literaturze czy pokazywać w kinie. Jednak jeśli chodzi o kręcenie scen erotycznych z perspektywy aktora, to wszystko zależy od jego psychiki i relacji, jakie układa w życiu i pracy. Są aktorzy, którzy unikają grania scen erotycznych, taką mają granicę prywatności. Sama należę do aktorek, które traktują swoje ciało jak narzędzie pracy, jednak bardzo uważam przy kręceniu scen erotycznych. Staram się zachować »higienicznie«, wyznaczam granice, chronię siebie i swój związek. To delikatne gesty, ale bardzo potrzebne”. Ludzie często zapominają, że udział w scenie erotycznej nie jest zdradą drugiej połówki w życiu prywatnym. To właśnie te drobne gesty pozwalają być fair w stosunku do siebie, partnera życiowego, a także widza. Niestety, pokutujące jeszcze myślenie: „Co ludzie powiedzą?” i obawa przed napiętnowaniem często stanowią blokadę nie do przejścia.

Kobiety stały się odważne

Różnice w podejściu do seksu i erotyki w kulturze widać, gdy porównamy kino polskie i zagraniczne. Cytując Kasię Warnke: „Jeżeli chodzi o polski film, to mam wrażenie, że w sprawach erotyki zatrzymaliśmy się na latach 80. Wesołe prostytutki siedzące na wysokich stołkach przy barze, bez przerwy chichoczące, czyli coś w stylu »07 zgłoś się«, albo seks w bloku – nic nie widać, a pan musi zdjąć okulary, zanim podciągnie pani koszulę w kwiatki. I cięcie. Za to bardzo podobają mi się zmiany, jakie zaszły w świadomości społecznej w latach 90. Kobiety stały się odważne, zaczęły same wychodzić z inicjatywą, cieszyć się seksem i manifestować swoją seksualność. Ostatnio szczególnie podobał mi się bardzo odważny film »LOVE« Gaspara Noé, który choć pokazał dosłownie wszystko, nie należy do gatunku pornografii. Był bardzo poetycki w obrazie i głęboki psychologicznie. W końcu seksualność to podstawa relacji i to, co ją kształtuje, także stanowi treść związku”. W ostatnich latach głośno też było o „Nimfomance”, w której Charlotte Gainsbourg grała dziewczynę uzależnioną od seksu, opowiadającą swojemu wybawcy o erotycznych doświadczeniach. Film, choć emanował seksem, miał wymiar przede wszystkim psychologiczny i tak też go powszechnie przyjęto. Nie inaczej wyglądało to w „Życiu Adeli” ukazującym intensywną, namiętną miłość dwóch kobiet. Około sześciominutowa scena zmysłowego seksu Adèle Exarchopoulos i Léi Seydoux na długo pozostaje w pamięci widzów, ponieważ trudno nawet dopatrywać się w niej aktorskiego udawania. Całość wyszła niezwykle naturalnie. Zupełnie jak między Natalie Portman i Milą Kunis w „Czarnym Łabędziu”, gdzie na pozór cicha i grzeczna bohaterka odkrywa w sobie pokłady pożądania, aby w końcu dać im upust. W Polsce eksperymentujemy z seksem w dyskursie publicznym, ale nie da się ukryć, że wciąż jeszcze jesteśmy na etapie raczkowania. Zaś podobne do wymienionych wcześniej obrazy pokazują, że zamiast się wstydzić i widzieć jedynie „gorszący” akt seksualny, powinniśmy brać przykład i patrzeć z szerszej perspektywy – na seksualność jako składową każdego człowieka. Bo przecież nią jest. Niezależnie od tego, po której stronie ekranu stoimy.

Pierwowzór sekstaśmy 

W 1989 roku Steven Soderbergh nakręcił film „Seks, kłamstwa i kasety wideo”. Była to historia zdradzanej przez męża bohaterki, która zakochuje się w cichym i spokojnym Grahamie. Ten miał jednak swój sekret – na kasety wideo nagrywał erotyczne zwierzenia kobiet. Można by powiedzieć, że produkcja jest swoistym pierwowzorem sekstaśmy. Przynajmniej w teoretycznej formie, bo tam jedynie słuchaliśmy opowieści o seksualnych podbojach. I film posiadał fabułę. Na dobre wszystko zaczęło się w 2004 roku, kiedy to Paris Hilton i Rick Salomon nagrali swoją „One night in Paris”. Choć, oczywiście, ta taśma nie była pierwsza. Już wcześniej wyciekały filmy sławnych ludzi pokazujące ich prywatne (s)ekscesy, chociażby nagranie Pameli Anderson i Tommy’ego Lee z 1995 roku. Ale to Paris wywołała największy skandal i zapoczątkowała „modę”. Być może dlatego, że po „przypadkowym” wycieku nagrania multimilionerka uzupełniła materiał i wypromowała go pod wyżej wymienionym tytułem. Seks się sprzedaje – to wiadomo nie od dziś. Sekstaśma okazała się świetnym i bardzo intratnym sposobem na zrobienie wokół siebie szumu. Później przyszła kolej między innymi na Colina Farrella i modelkę Nicole Narain (2006) czy Kim Kardashian i Raya J (2007). Kim zaistniała właśnie dzięki sekstaśmie. Z czasem trend przeniósł się z gwiazd i gwiazdeczek także na „zwykłych śmiertelników”. Niewiele jest tutaj do powiedzenia na temat technicznej strony powstawania filmu. Amatorskie nagranie zabaw łóżkowych ze swoim partnerem nie wymaga umiejętności aktorskich ani specjalistycznego sprzętu. Samo słowo „sekstaśma” ma raczej pejoratywny wydźwięk, ale nawet jeśli kogoś nie interesuje, co dzieje się w cudzej sypialni, to świadomość, że „zwykła” osoba nakręciła taki film, znacznie zmniejsza dystans między twórcą a odbiorcą. Okazuje się bowiem, że przeciętny człowiek też uprawia seks. Z drugiej strony, sekstaśma to niestety dość ordynarna forma, w dodatku pozbawiona osobowościowego tła, które dowodziłoby, że pożądanie to tylko jedna z cech, którą posiada każdy z nas.

Od pewnego czasu modny jest naturalizm. A skoro już, to warto tę modę wykorzystać, by zaakceptować fakt, że seks jest czymś zupełnie naturalnym i nie ma potrzeby go demonizować, a tym bardziej podchodzić doń ze wstydliwą rezerwą. Kinematografia czy też kultura jako całość to dobra droga ku edukacji. Zarówno odbiorców, jak i aktorów oraz twórców.

Katarzyna Warnke – aktorka teatralna i filmowa, wystąpiła m. in. w filmach „W spirali”, „Dzień dobry, kocham cię”, „Teraz albo nigdy!”

Jedna z najładniejszych scen erotycznych w nowym polskim kinie pojawiła się w filmie „W spirali” z Kasią Warnke i Piotrem Stramowskim w rolach głównych.