Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
24 grudnia 2016

„Wielu mężczyzn nie dochodzi do momentu, w którym potrafi zintegrować penisa i serce.” Szczera i kontrowersyjna rozmowa o najważniejszych męskich sprawach. Wreszcie!

„Czasem czuły, czasem barbarzyńca” to przewodnik po męskości nie tylko dla mężczyzn

Kim jest współczesny mężczyzna, a kim chciałby być? Jak postrzegają samych siebie, a jak widzą ich kobiety? Czym dla nich jest seks? Jaki wpływ na bycie mężczyzną mają ojcowie, a jaki matki? Czym jest „długa, ciemna noc penisa”? Co robić w razie problemów z erekcją, a co gdy partnerka wciąż odmawia seksu? Tomasz Kwaśniewski – reporter „Dużego Formatu”, autor m.in. „Dziennika ciężarowca” oraz Jacek Masłowski – psychoterapeuta, coach, jeden z założycieli Fundacji Masculinum rozmawiają o tym jak być mężczyzną w naszych czasach: o ojcach, miłości, dojrzewaniu, seksie, rodzicielstwie, pracy, czy zdrowiu i obalają wiele stereotypów związanych z męskością. Ich książka „Czasem czuły, czasem barbarzyńca” to szczera, dosadna i nieunikająca kontrowersji rozmowa dwóch wrażliwych i dociekliwych facetów po przejściach o najważniejszych sprawach w życiu chłopców i mężczyzn.

Fragmenty rozdziału czwartego – „Odwracaj się, jedziemy. Czyli o męskiej seksualności” – książki „Czasem czuły, czasem barbarzyńca” Tomasza Kwaśniewskiego i Jacka Masłowskiego (wyd. Agora):

Tomasz Kwaśniewski: Pamiętasz swoją pierwszą polucję?

Jacek Masłowski: Próbowałem sobie przypomnieć i jakoś mi się nie udało. Ale pamiętam inne.

Pytam, bo kiedyś mi powiedziałeś, że pierwsza polucja może być czymś porównywalnym do pierwszej miesiączki u dziewczynek.

I nadal tak uważam, choć mam świadomość, że jak rozmawiamy o pierwszej miesiączce i pierwszym wytrysku, to jednak mówimy o różnych światach. Po pierwsze dlatego, że okres u kobiety jest czymś jawnym. Po drugie on jest uznawany za coś zwykłego. Do tego stopnia, że nawet specjalny przemysł jest z nim związany – te przeróżne podpaski, tampony itd. Po trzecie dziewczynki na ogół są do tego przygotowywane – mają świadomość, że to nastąpi, jak to będzie mniej więcej wyglądało, co mają zrobić, jak to się wydarzy, do kogo z tym przyjść. Mają jakby powiernika czy raczej powierniczkę, która może je do tego przygotować, a potem we wszystkim im pomóc. U chłopców pierwsza polucja to sprawa bardziej skomplikowana, przede wszystkim dlatego, że to jest temat tabu. Po pierwsze, bo my, faceci, między sobą w zasadzie nie rozmawiamy o wytryskach. Po drugie, bo młodzi chłopcy najczęściej nie mają dobrej, bliskiej relacji z ojcem.

Ale przecież my, mężczyźni, rozmawiamy o seksie.

Tak, ale nie o własnych wytryskach. Tylko o kobietach w seksie. Czyli nie rozmawiamy o tym, jacy my naprawdę jesteśmy w seksie. W zasadzie nie znam nikogo, kto kiedy był chłopcem, poszedł do ojca porozmawiać z nim o wytrysku. O polucji. Generalnie o tych sprawach. A jednocześnie mam świadomość, że pierwsza polucja to jest naprawdę ważny moment choćby dlatego, że dla wielu chłopców jest on związany z przeżywaniem emocji tak zwanych ambiwalentnych – z jednej strony jest przyjemność, i to bardzo duża, a z drugiej coś zupełnie nowego. Obcego. No a z trzeciej może temu towarzyszyć wstyd oraz poczucie winy. I to wszystko razem bywa przeżywane w tym samym czasie.

Przeczytajcie też o tym, że kobieca monogamia to mit. Kobiety bardziej niż mężczyźni pragną seksu.

A to poczucie winy?

Wyobraźmy sobie, że chłopiec jest w takiej, nazwijmy to wprost, kazirodczej relacji z matką. Czyli w sytuacji, kiedy matka, nie mając przy sobie żadnego innego mężczyzny, powołuje tego chłopca do roli partnera. I kiedy dochodzi do pierwszego wytrysku, a trudno jest to schować – w ogóle męska seksualność jest trudniejsza do schowania niż kobieca, bo ją po prostu o wiele lepiej widać – to może zostać wykorzystane przez kastrującą matkę do tego, by tego chłopca zawstydzić.

To znaczy?

„Co to są za plamy?!”. „Co zrobiłeś, świntuchu?!”. Do tego między dorastającym chłopcem a dorosłą kobietą, jego
matką, zwłaszcza w sytuacji kiedy nie ma ojca czy też innego dorosłego mężczyzny […] dochodzi do pewnego napięcia seksualnego. A to dlatego, że matka jest najbliższą dorosłą istotą seksualną. I teraz jeżeli matka na dodatek ma pomysł, że uwodzi syna, to siłą rzeczy przeżycie tego wytrysku może być przez niego odebrane jako coś nie w porządku. Bo na przykład to się stało wtedy, kiedy śniła mu się matka – zdarzają się takie rzeczy, i to wcale nierzadko. Tak więc pierwsza polucja to jest sytuacja trudna, przebogata w emocje, w której chłopiec kompletnie nie wie, jak się zachować, jak sobie z tym poradzić.

I co się wtedy powinno stać?

To samo, co wtedy, kiedy następuje pierwsza miesiączka. Tak jak w przypadku dziewczyny dorosłe kobiety wprowadzają ją w ten nowy dla niej świat, tak w przypadku chłopca on w ten świat męskiej seksualności powinien zostać wprowadzony przez dorosłych mężczyzn.

Czyli on przychodzi do taty, mówi…

Nie, on nie przychodzi, tylko tata do tego go przygotowuje. Mówi mu, że takie rzeczy w ogóle się dzieją. A potem, kiedy się już zadzieją, to chłopiec przychodzi do ojca i mówi: „Tato, no popatrz, jest taka sytuacja”. „Stary, gratulacje, jesteś już mężczyzną. Witaj po naszej stronie”.

A co ten ojciec ma mu powiedzieć wcześniej?

Na przykład: „Słuchaj, dziewczyny mają tak, że w pewnym momencie dostają okresu. A u nas jest tak, że jak się zaczyna tak zwany czas dojrzewania, to nagle się budzisz i widzisz,  że masz mokre spodnie. Czy też prześcieradło. A przy okazji towarzyszy temu ogromna przyjemność. I to się właśnie nazywa polucja. A to coś, co powoduje, że masz mokre spodnie, to jest sperma”.

No dobra, ale w jakiej sytuacji mu to zacząć mówić?

Jak chłopiec ma siedem, osiem, dziewięć lat, to najzwyczajniej w świecie jest zainteresowany swoim penisem. Na przykład kiedy ma erekcję. Jeżeli więc ojciec jest uważny, to raz, że to zauważa, a dwa, że stara się go z tym oswoić. Tu przypomina mi się scena z pewnego filmu, w której widać, jak mały chłopczyk, taki rok z hakiem, bawi się siusiakiem, ciągnie go w prawo, w lewo, i wtedy ojciec mówi: „Tylko go nie urwij, bo on jeszcze ci się w życiu przyda”. Dla mnie to jest komunikat akceptujący, który mówi, że penis jest ważny. I tak to właśnie powinno iść, że na kolejnych etapach życia ojciec oswaja syna, mówi mu, że to normalne, zwyczajne, a przy okazji tłumaczy, co to jest i po co jest. To oczywiście może być też dziadek, wujek, generalnie dorosły, mądry mężczyzna, do którego ten chłopiec ma zaufanie. No i w momencie, kiedy się już ta pierwsza polucja zdarzy, o ile oczywiście on się z nią ujawni, bo przecież niekoniecznie musi to zrobić, należy go z tym przyjąć, pokazać, że to jest akceptowane.

Matka też powinna wtedy powiedzieć coś w stylu: jestem z ciebie dumna, cieszę się, że jesteś już dorosły?

Może, ale to nie ma takiego znaczenia, jeśli syn ma dobrą relację z ojcem.Najważniejsze jest to, co zrobi ojciec. Bo to on jest reprezentantem świata, to on nadaje znaczenie rzeczom, które się dzieją w świecie chłopca. Ze strony matki ważne jest, żeby za wszelką cenę powstrzymała się od jakichkolwiek negatywnych komentarzy. Dlatego, że tego typu teksty czy zachowania, na przykład umniejszające, zawstydzające, ten chłopiec, w tej konkretnej sytuacji, szczególnie wrażliwy, może głęboko przeżyć, a w konsekwencji wycofać to, co się stało, do sfery tabu.

To znaczy?

Uznać, że jego seksualność jest nie w porządku. Zresztą, niestety, jest bardzo dużo stereotypowych przekazów związanych z męską seksualnością mówiących, że ona jest nie w porządku.

Na przykład?

„Wszyscy faceci to świnie, bo tylko jedno mają w głowie”. „Mężczyzna nie myśli głową, tylko penisem”. Itd. Generalnie stereotypowa opowieść o męskiej seksualności jest raczej negatywna. Bo to jest przecież coś inwazyjnego, raniącego, brudnego. Jak popatrzysz na stereotypowe myślenie o kobiecej seksualności, to znajdziesz tam niewinność, wrażliwość, subtelność. Kobiecy dotyk jest czymś wzbogacającym. Kobieta obdarza miłością. Ona się mu oddaje. A on? Bierze to coś cennego. Zabiera. I tu pojawia się paradoks, który może spowodować silny konflikt wewnętrzny. A mianowicie z jednej strony muszę być aktywny seksualnie, a z drugiej ta moja seksualność jest czymś niebezpiecznym. Co mam więc zrobić? Co mam wybrać? Na to wszystko nakłada się fakt, że współczesne kobiety bardzo często przejmują inicjatywę w seksie. A na to nakłada się jeszcze coś, co mężczyźni mają wdrukowane, a mianowicie, że kobiecie nie wolno odmówić. Ostatnio byłem na pewnym spotkaniu – były tam również panie – i znajomy opowiadał, jak to koleżanka mu zaproponowała, żeby spędzili razem noc. I on jej odmówił. Na zasadzie, że taka relacja, jaka między nimi jest, mu odpowiada. I wtedy te panie: „Co z ciebie za facet!”.

Pedał!

Takie sformułowanie akurat nie padło. Ale zauważ, że to same kobiety mówią.

Tomasz Raczek: Seks to rodzaj bardzo osobistego i intymnego teatru.

A jak jest naprawdę?

Ano tak, że seksualność w ogóle nie jest jakaś. To znaczy są kobiety, które potrafią być wyuzdane, ostre, inwazyjne, i mężczyźni, którzy są delikatni, wrażliwi, subtelni. Albo raz tacy, raz tacy. Tak więc to nie jest kwestia płci, tylko tego, kto jest jaki.

Jakie są jeszcze te stereotypy związane z męską seksualnością?

A co ci przychodzi do głowy, kiedy o niej myślisz?

Że trzeba mieć jak najwięcej partnerek, a później oczywiście doprowadzać je do orgazmów.

Trzeba?

No jasne. Żeby one były szczęśliwe i mówiły o tym, jakim to jesteś wspaniałym kochankiem.

Mam wrażenie, że właśnie wypowiedziałeś pogląd większości na temat męskiej seksualności. Sprawność – to jest najważniejsze dla nas, mężczyzn. Dla naszego poczucia własnej wartości. Drugą równie ważną cechą, oczywiście w takim stereotypowym myśleniu o męskiej seksualności, jest aktywność. Mężczyzna musi być aktywny. I to nie tylko w kontekście swojej partnerki, ale w ogóle. Po trzecie musi mieć inicjatywę w zaspokajaniu kobiety. Po czwarte fajnie by było, jakby miał dużego penisa i tym penisem jak najdłużej ją zaspokajał.

Tej kwestii związanej z wielkim penisem to ja, prawdę mówiąc, nigdy nie rozumiałem.

Ja do końca też nie, ale jesteśmy przecież w obrębie stereotypów, więc jeźdźmy dalej. Kolejny element, niezwykle ważny, że mężczyzna musi z tego wszystkiego czerpać przyjemność. To jest wręcz przymus. Czyli nie dosyć, że on musi być aktywny, wytrwały, nastawiony na zaspokajanie, to jeszcze musi mieć z tego autentyczną frajdę. Czy nie masz wrażenia, że to jest opowieść o wibratorze? Kolejna rzecz to przekonanie, że mężczyzna przeżywa orgazm w momencie, kiedy ma wytrysk.

To tak nie jest?

Nie. A już z pewnością to nie jest ze sobą tożsame. Znam wielu mężczyzn, którzy mówią, że kiedy mają wytrysk, doświadczają co prawda na poziomie fizycznym ogromnej przyjemności, ale na poziomie emocjonalnym pojawia się u nich coś w rodzaju smutku, przygnębienia i straty. Kolejnym  mitem jest to, że męskim organem seksualnym jest penis, a kobiecym całe ciało.

A co poza penisem jest męskim organem seksualnym?

Również całe ciało. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że nie sprawia ci przyjemności, kiedy partnerka pieści twoją szyję. Albo tors. Nie mówiąc już o pupie. Ale stereotyp jest taki, że męskim organem seksualnym jest tylko penis, a w związku z tym wiele kobiet skupia się tylko na nim.

Z czego to wynika?

Mogę tylko snuć hipotezy, że penis to taki wyraźny obiekt seksualny.

Jest jeszcze jeden ważny element męskiej seksualności, a mianowicie – że on zawsze musi mieć ochotę.

Dokładnie. Czy potrafisz sobie wyobrazić sytuację, w której przez miesiąc nie uprawiasz seksu ze swoją partnerką, i to nie dlatego, że jesteś chory lub ledwo zipiesz, bo tyle masz pracy, tylko po prostu nie masz ochoty?

Prawdę mówiąc, nie bardzo. A jeszcze jak miałbym o tym jej powiedzieć…

O, to już by było aktem ogromnej odwagi. Bo mógłbyś się narazić na wyśmianie i odrzucenie. Ale przede wszystkim miałbyś problem ze sobą. Na zasadzie, że z tobą jest coś nie tak. Powstaje więc pytanie, czy mnie, mężczyźnie, w ogóle wolno przez jakiś czas nie być aktywnym seksualnie?

Wolno?

A jak myślisz?

No dobra, i co dalej?

Zacznijmy od tego, że okres dojrzewania jest dla chłopca bardzo trudny, a jednocześnie niezwykle ciekawy. Trudny, bo znacznie zwiększa się stężenie testosteronu, co wpływa między innymi na to, że chłopiec staje się megapobudzony – trochę przypomina byka na arenie.

Wszystko mu się kojarzy.

Albo inaczej mówiąc: to, o co mu teraz przede wszystkim w życiu chodzi, to rozładować napięcie. Ważne jest również, że w tym okresie większość chłopców ma określony stosunek do płci przeciwnej, związany głównie z potrzebą rozładowania energii seksualnej, co polega mniej więcej na tym, że chłopcy w tym czasie traktują dziewczynki, powiedzmy to sobie wprost, dość przedmiotowo. Żeby zrozumieć różnicę między seksualnością dziewczyny i chłopaka, wystarczy zobaczyć ich pokoje. Przeważnie w tym należącym do nastolatki na ścianach będą wisiały plakaty jej idoli. Dlatego, że ona przede wszystkim poszukuje emocjonalnej relacji, a obiekty jej miłości mają być dla niej niedostępne – również seksualnie. Czyli bezpieczne. W przypadku chłopaków jest dokładnie odwrotnie. Wizerunki dziewczyn mają być jak najbardziej sexy – wyeksponowane biusty, pupy, nogi. W czasach naszej młodości bardzo popularna była…

Samantha Fox.

I Sabrina. Obie biuściaste, w seksownych gorsetach, króciutkich spodenkach. Nie pamiętam chłopaka, któremu te panie by się nie podobały. Po prostu ideał kobiety. Tak więc kobieta czy też dziewczyna kojarzy nam się wtedy z ciałem. Oczywiście nie twierdzę, że tak jest u wszystkich i zawsze, ale przede wszystkim. W tym czasie można podzielić chłopców – według takiego szatniowego trochę podejścia – na trzy kategorie. Pierwsza: samozwańczy macho – ci, którzy w szatni opowiadają o tym, jaki ile dziewczyn już przelecieli, jakiego to oni mają. Cuda na kiju, sceny niemalże z filmów pornograficznych. Druga grupa to są ci, którzy próbują się pogrzać w blasku macho.

Seks tantryczny pozwala osiągnąć o wiele więcej niż tylko orgazm.

To znaczy?

„Ale fajnie, opowiadaj dalej, jak jej to zrobiłeś” – karmią się opowieściami produkowanymi przez macho. I to jest takie samonapędzające się towarzystwo wzajemnej adoracji. Trzecia grupa to są ci wycofani, niebiorący udziału w tym tokowaniu. I to są przeważnie ci, których albo to jeszcze nie interesuje, albo są zbyt nieśmiali, albo najzwyczajniej na świecie są zakochani w swoich dziewczynach lub w tych, z którymi chcieliby być, a nie są. Chłopcy należący do tej grupy mają na ogół wyidealizowany obraz dziewczyn – są dla nich niczym boginie. I oczywiście oni też odczuwają napięcie seksualne, ale ten podziw, szacunek powoduje, że nie mają odwagi się do nich zbliżyć.

A ci, co tokują, to dlaczego tak robią?

Żeby sobie w ten sposób ulżyć.

Nie woleliby z dziewczynami?

Oczywiście, że by woleli, ale problem polega na tym, że jak tylko do nich podchodzą, to dostają po łapach. Na różne sposoby. W związku z tym zaczyna się era masturbacji. I tu, jak rozumiem, powinien się zjawić ojciec: „Wiesz, jak byłem w twoim wieku, to odczuwałem wielkie napięcie seksualne. No i jest taki sposób na rozładowanie, znany od milionów lat, ja też go nadal czasem praktykuję, a polega na tym, że bierzesz penisa…”. Wszystko zależy od tego, jaki światopogląd wyznają rodzice. Czy są raczej liberalni, czy raczej konserwatywni. Nie wydaje mi się, żeby był jeden patent na wszystko.

No dobra, ale jak ci rodzice byli na tyle uważni, że dostrzegli, że syn ma polucje, jakoś to uczcili, to teraz przydałby się jakiś kolejny krok.

Bez problemu wyobrażam sobie konserwatywnego ojca, który potrafi uczcić pierwszą polucję syna, a jednocześnie nie angażować się w wychowanie seksualne syna. A to dlatego, że to jest obszar objęty tabu. Poza tym rozładowanie napięcia seksualnego u nastoletnich chłopców odbywa się nie tylko poprzez masturbację czy różne inne akty seksualne, ale też przez sublimację.

Sublimację?

Wielu chłopców w tym wieku rzuca się na przykład w wir uprawiania sportu. Czyli wydatkowania energii seksualnej w sposób bardziej twórczy niż tylko jej utrzymywanie w sobie czy frustrowanie. Problem polega na tym, że dziś w naszej kulturze […] brakuje rytuałów inicjacyjnych, które pomogłyby temu chłopcu przejść z krainy niedojrzałości do krainy dojrzałości. To znaczy w szkołach niby mamy coś, co się nazywa wychowaniem do życia w rodzinie, ale tam się nie uczy chłopców ani tego, jak sobie z tą energią seksualną radzić, ani co zrobić, gdy już jesteśmy w relacji kobieta – mężczyzna.

A czego tak konkretnie powinno się w tej sprawie chłopców w szkole uczyć?

Na przykład tego, na czym polega antykoncepcja. Ja w szkole średniej miałem wychowawcę, nauczyciela starej daty, jeszcze przedwojennego, który lekcje wychowawcze rozgrywał w ten sposób – w klasie było sześciu chłopców i prawie trzydzieści dziewczyn – że dziewczyny puszczał do domu, to znaczy zadawał im jakąś lekturę, a nas sadzał w ławkach, mówił, że wie, że podobają się nam dziewczyny, i potem coś o antykoncepcji nam opowiadał. A innego dnia wysyłał nas do domu i dziewczynom coś na ten temat mówił. To było oczywiście meganieprofesjonalne, on to robił intuicyjnie, widząc, co się z nami i między nami dzieje, ale ja mu będę za to do końca życia wdzięczny. Bo on nam na przykład mówił, że każdy stosunek seksualny jest związany z ryzykiem zajścia w ciążę. Czyli uczył nas odpowiedzialności.

Dla mnie, jak pamiętam, największym problemem było to, co zrobić, żeby wreszcie odbyć ten wymarzony stosunek. I to gadanie o antykoncepcji raczej mi w tym nie pomagało.

Jasne, ale mogło pomóc w tym, że jak już do tego seksu dojdzie, to zrobisz to w miarę mądrze, a nie przewieziesz się jak niektórzy moi rówieśnicy, którzy w wieku szesnastu lat zostali tatusiami.

No dobra, ale to są takie porady, rzekłbym, matczyne.

Matczyne?!

No tak, bo dotyczące troski.

A ja bym powiedział, że odpowiedzialności za własne czyny.

Chodzi mi o to, że to są porady typu: uważaj, żebyś sobie nie skomplikował życia. Tymczasem ja bym chciał od ojca, żeby mi powiedział, jak to się robi.

Ale to nie wyklucza informacji o tym, jak to robić z głową.

Sęk w tym, że przeważnie nie ma ani tego, ani tego, rolę nauczyciela przejmuje więc komputer, konkretnie pornografia.

Masz rację, dziś już rzadko się zdarza, że ojciec bierze syna, prowadzi do burdelu, mówi: „Słuchaj, to jest dziewczyna, ja stawiam ci pierwszy seks, baw się dobrze”.

A co ty w ogóle o tym myślisz?

Ja bym raczej kierunkował syna – jeżeli w ogóle chciałby o tym ze mną rozmawiać – jak rozpocząć ze swoją dziewczyną życie seksualne w sposób, który daje najwięcej satysfakcji i bezpieczeństwa obu stronom. Pamiętając, że prawdopodobnie ta relacja nie przetrwa próby czasu.

Czyli zamiast mówić o tym, jak to jest w łóżku, co należy technicznie zrobić, zasunąłbyś mu gadkę o miłości, zaangażowaniu i tego typu sprawach?

Tak, bo seks to jest środek do budowania bliskości w związku, z którego też powstaje rodzina i dzieci.

Seks jest też seksem.

Jest teoria, która mówi, że chłopcy potrzebują dość długiego czasu na zintegrowanie penisa z sercem. Bo u nich najczęściej są to całkowicie rozbieżne sfery. A to oznacza, że dla wielu chłopców i młodych mężczyzn seks jest odseparowany od uczuciowości. Praca, jaką mają więc do wykonania, polega na tym, żeby te dwie sfery zintegrować – minie dużo czasu, nim będziemy potrafili wejść w relację zarówno na poziomie penisa, jak i serca. Czyli czuć miłość, a nie tylko pożądanie. Niestety w procesie dojrzewania często się zdarza, że spotykamy na drodze dziewczyny, które mogą się czuć poranione takim obrotem sprawy.

Że my tylko chcemy z nimi do łóżka?

Tak, i to też pozostawia u wielu z nich ślady emocjonalne, które – zwłaszcza jeśli to są ich własne inicjacje seksualne – mogą mieć poważne konsekwencje w dalszym rozwoju ich seksualności.

Ale my w tej książce dziewczynami się nie zajmujemy.

To prawda, ale powiedzmy sobie szczerze, że wielu z nas, mężczyzn, w ogóle nie dochodzi do tego momentu, w którym potrafi zintegrować penis i serce. Przeważnie zatrzymujemy się gdzieś pomiędzy.

Gdzie?

Pomiędzy wymogiem bycia aktywnym, takim ogierem, a tym, że nasza seksualność jest czymś wstydliwym, niefajnym, krzywdzącym, niebezpiecznym. Kłopot w tym, że jak ktoś uwierzy, że musi w sypialni być samcem alfa, czyli dawać partnerce długi, dobry seks, to nigdy nie zada jej pytania, czego ona naprawdę chce. Jakie faktycznie są jej potrzeby i pragnienia? A one niekoniecznie, a nawet przede wszystkim, nie są związane z tym, jak mocne i długie jest to „rżnięcie”, ale jaki jest poziom realnego zbliżenia również w obszarze emocjonalnym.

[…] Wielu facetów mówi, że jak już są w związkach, to nagle przychodzi moment, w którym ich życie seksualne zaczyna szwankować. Że nagle ich żona, partnerka zaczyna im seksu odmawiać. To znaczy wcześniej go było dużo, a teraz jest coraz mniej. I co tu zrobić, skoro, jak powiedziałeś, to zawsze kobieta decyduje o tym, czy będzie seks, czy nie.

Dobrze, że o to pytasz, bo jak widać, seksualność to nie jest problem tylko dorastających chłopców, ale przede wszystkim dorosłych mężczyzn. Może więc najpierw warto powiedzieć, czym w ogóle jest seks dla większości mężczyzn.

Czym?

Etos męskości, czy tego chcemy, czy nie, w dużej mierze jest zbudowany na męskiej sprawności seksualnej. Bo o ile o tym, czy do zbliżenia dojdzie, czy nie, decyduje kobieta, to jednak najważniejszym elementem jest męski penis. Po prostu bez erekcji nie dojdzie do zbliżenia, prawda? Erekcja, czyli potencja seksualna, jest w naszym przekazie kulturowym bardzo silnym znacznikiem męskości.

Zawsze gotowy do seksu!

Dokładnie. I to nie byle jakiego. Chodzi o to, żeby kobieta – zresztą pornografia bardzo ten stereotyp wzmacnia – była wręcz wyczerpana, jeżeli chodzi o doznania seksualne. Ktoś, kto doprowadza kobietę do takiego stanu, jest megamęski. A w związku z tym wszelkiego rodzaju utrudnienia w obszarze seksualności są przez wielu mężczyzn odbierane jako zamach na ich męskość. Na przykład kłopoty z erekcją. Nie trzeba mieć sześćdziesięciu lat, żeby mieć kłopot z erekcją. Wystarczy mieć dużo emocji w sobie. Na przykład takich, że jesteś silnie zakochany w jakiejś dziewczynie.

Jak to?

Bardzo ci na niej zależy, spotykacie się, ona w końcu decyduje się pójść z tobą do łóżka, a ty się tak przestraszasz, jak wypadniesz w jej oczach, że o erekcji najzwyczajniej nie może być mowy. I wtedy sytuacja robi się, delikatnie mówiąc, trudna. Wielu chłopców, mężczyzn przeżywa wtedy nawet coś w rodzaju upokorzenia. Do tego stopnia, że zaczynają, co irytuje niektóre kobiety, użalać się nad sobą: „Zobacz jakim jestem cienkim facetem”. A wtedy one, co najgorsze, zaczynają go pocieszać.

Co powinna zrobić kobieta w sytuacji, gdy miało dojść do zbliżenia i nagle trach, erekcji brak?

Na pewno byłoby dobrze, gdyby nie zareagowała na zasadzie: „Nie przejmuj się, nic się nie stało, to się każdemu zdarza”. Tylko zainteresowała się tym, co się stało. Czyli potrafiła zapytać: „Co się takiego stało?”.

A jakby powiedziała: „Nie przejmuj się, nic się nie stało, to się każdemu zdarza”?

Wszystko zależy od poziomu wrażliwości mężczyzny. Jeden usłyszy, że miała wielu partnerów. Drugi, że ona traktuje go z góry. Trzeci jeszcze coś innego. Generalnie chodzi o to, że w komunikatach: „to się różnym zdarza” czy też „to się często zdarza”, nie ma tego mężczyzny. Innymi słowy – to nie jest komunikat relacyjny.

A co on powinien zrobić w tej sytuacji? Powiedzieć: „Ups, sorki, nie mam erekcji, może później”?

Dobrze by było, gdyby potrafił otwarcie powiedzieć, co się z nim dzieje. Na przykład: „Wstydzę się ciebie i dlatego tak się stało”. Albo: „Przestraszyłem się ciebie, tej sytuacji, bo bardzo mi na tobie zależy i bardzo bym chciał, żeby nam wyszło”. Oczywiście to wymaga megaodwagi.

[…] A czy seks w ogóle nie oznacza bliskości?

Żeby tak było, trzeba się tego nauczyć. Albo inaczej powiem: trzeba się na to odważyć. Czyli zdjąć zbroję i zaryzykować.

Ale przecież seks to coś, co robisz na golasa. A potem to już w ogóle tracisz nad sobą kontrolę.

Nie w każdym seksie tracisz kontrolę. Mało tego! Większość mężczyzn w wielu aktach seksualnych w ogóle jej nie traci. I to jest właśnie ta ogromna różnica między seksem a miłością fizyczną. Ponieważ w akcie seksualnym, w którym nie jest uruchomione serce, wielu facetów ma raczej pomysł, żeby się sprawdzać, coś udowadniać. A to oznacza, że oni bez przerwy się kontrolują. Natomiast miłość to jest coś takiego, że ty przestajesz się zastanawiać, co masz robić, jak się zachowujesz, tylko po prostu w tym jesteś. W każdym razie jeśli się w kimś zakochaliśmy z wzajemnością, seks był szalony, a potem się to urywa albo ogranicza, to wielu mężczyzn zaczyna z tego powodu realnie cierpieć, czuć złość do partnerki. Oczywiście jest też tak, że kobiety doskonale wiedzą, że sfera seksualna jest dla mężczyzn niezwykle ważna. A w związku z tym ona się staje – nierzadko – polem do różnego rodzaju manipulacji.

[…] Czyli seks jako obszar wymuszeń?

Tak, ale nie tylko. Bardzo często jest przecież tak, że seks jest związany z wdzięcznością. W sensie, że kobieta oddaje się seksualnie mężczyźnie z wdzięczności. Czasem robi to też z litości. Albo żeby go pocieszyć. Poprawić mu humor. Żeby on nie czuł się samotny. Zestresowany. Generalnie w łóżku przeżywa się całą gamę uczyć. I swoją drogą, warto być na to uważnym. Obserwować siebie. Wiedzieć, dlaczego idziemy do łóżka albo dlaczego nie chcemy tego robić.

Co to jest „długa, ciemna noc penisa”?

To jest sytuacja, Steve Biddulph, australijski psycholog, tak ją nazywa, kiedy kobieta wycofuje się z łatwego angażowania w życie seksualne ze swoim partnerem. Z różnych powodów. No bo wiesz, z jednej strony jest tak, że budujemy jakąś relację, a z drugiej my, mężczyźni, mamy jednak oczekiwanie, żeby kobieta była seksualnie dostępna zawsze. Co pomija różne aspekty jej funkcjonowania, czy to emocjonalne, czy to fizyczne. W rezultacie, jeśli nie dochodzi do zbliżeń, mężczyźni się na tę swoją kobietę złoszczą.

W ogóle się złoszczą.

Ale na kobietę to jest ukierunkowane przede wszystkim. I teraz jest bardzo ważne, żeby się zastanowić, co jest w związku nie tak. Jak na to wpływam ja, mężczyzna, że z seksem jest tak, jak jest? Może przestałem być dla niej czuły? Może nie angażuję się w życie rodzinne? Może nie pomagam jej w czymś, co dla niej jest ważne? A może ona w ogóle jest przeciążona? Pamiętajmy, że kobiety, zwłaszcza te, które pracują i mają małe dzieci, to osoby niezwykle przeciążone odpowiedzialnością i obowiązkami. A w związku z tym najzwyczajniej w świecie są zmęczone. I kiedy mężczyzna występuje w charakterze kogoś, kto ma mieć dostarczony seks, to się ustawia w kolejce jako kolejny petent. A tu nie. I powstaje złość.

Do tego dochodzi paradoks, że dla kobiety seks to jest ukoronowanie czegoś. Wisienka na torcie, na przykład mile spędzonego dnia. Ostateczne potwierdzenie, że jesteśmy blisko. A dla faceta, tak przynajmniej wnioskuję z własnego doświadczenia, jest wręcz odwrotnie. Dla niego to jest często wstęp do miłego, pięknego dnia, nie mówiąc już o bliskości.

Jasne.

Marta Niedźwiecka (sex-coach.pl): Staropolszczyzna świetnie sprawdza się jako dirty talk!

Czyli oni jakby wzajemnie się szachują. Ona: „będzie seks, jak będę czuć, że jesteśmy blisko”. On: „będę czuć, że jesteśmy blisko, jeśli będzie seks”?

Tak, tylko że tu rozmawiamy o niedojrzałym związku. Takim, w którym jest karta pod tytułem „seks” i obie strony nią grają. Co w krótkim czasie może doprowadzić do rozpadu związku. Natomiast są też sytuacje, kiedy przychodzi kobieta do mojego gabinetu i mówi: „Mój partner ma bardzo stresującą pracę, jak przychodzi do domu, to nieraz widzę, że jest sfrustrowany. Wiem, że seks go zrelaksuje, więc mimo że mi się nieraz nie chce, idę z nim do łóżka”.

Bardzo fajna dziewczyna.

Nie tylko fajna, ale też dojrzała. W ogóle jej związek jest dojrzały, bo to też idzie – wiem to od niej – w drugą stronę. To znaczy kiedy ona ma różnego rodzaju trudności, niekoniecznie związane z seksem, tylko na przykład z tym, że nie radzi sobie jednocześnie z dziećmi i pracą, wtedy jej partner odstawia ją od dzieci, od pracy, mówi: „Pojedź sobie na dwa-trzy dni, ja się tym wszystkim zajmę”. I to jest przykład związku, który jest ukierunkowany na rozumienie drugiej strony.

Myślisz, że to jest częste zachowanie?

Na pewno mogłoby być częstsze. A wracając do seksu, to on jest używany nie tylko do różnego rodzaju manipulacji, ale też do tego, żeby nim grać o władzę w związku. Albo jako pole do tego, żeby się na siebie złościć. Nie wiem, czy wiesz, ale są ludzie, którzy uprawiają seks, złoszcząc się na siebie.

Jak to możliwe?

Seks, tak generalnie, związany jest z agresją. Nie w sensie przemocy, o której mówi psychologia społeczna, tylko w sensie popędu, o którym mówi psychologia głębi. Agresja w tym ujęciu jest jednym z popędów. To jest po prostu ten jakby ruch do przodu. Jeżeli więc seks oparty jest na agresji i któraś ze stron nie wyraża złości wprost, to łóżko staje się świetnym polem, żeby to zrobić. Sado-maso to jest coś w rodzaju wyrażania złości poprzez seks. Nie twierdzę, że zawsze i dla każdego, ale można dawać komuś klapsy, ponieważ to jest fajne i mnie to kręci, a można dlatego, że w ten sposób wyładowuję na partnerce lub partnerze rzeczywistą złość. To, co z pewnością świetnie w łóżku widać, to to, że ludzie ze sobą rywalizują.

Rywalizują?!

Walczą. Kto na górze, kto na dole.

Rozumiem, że dobrze by było, gdyby mężczyzna potrafił nie dać się szantażować seksem? Czyli żeby w momencie, gdy partnerka mu seksu odmawia, umiał sobie z tym poradzić?

To jest niezmiernie ważne. To znaczy bardzo ważne jest to, żeby każdy mężczyzna potrafił umieć budować rzeczywiście wartościową relację z partnerką. Czyli taką, w której on jest niezależny od niej, a ona od niego. Również w kwestiach seksualnych. Ale żeby tak się stało, i tu wracamy do „długiej i ciemnej nocy penisa”, musisz tego typu sytuację przeżyć, czyli musisz doświadczyć tego, że bez seksu z kobietą – mylonego z bliskości z kobietą – jesteś w stanie żyć. Dlatego też bardzo ważne jest to, żeby mężczyzna nie przechodził w sposób płynny od matki do partnerki. Co się teraz, niestety, często dzieje. On musi doświadczyć przeróżnych rzeczy, w tym między innymi samotności. Czyli tego, że bez kobiety nie zginie […].

Tomasz Kwaśniewski – rocznik 1973, reporter Dużego Formatu, autor „Dziennika ciężarowca”, „Dziennika taty”, oraz książki dla dzieci: „Jedno oko na Maroko”. Tata Franka i Tosi, mąż Agnieszki.

Jacek Masłowski – psycholog, filozof, trener grupowy, coach oraz psychoterapeuta Gestalt. Wybrał ten nurt, ponieważ głęboko wierzy, że umiejętność życia w świadomym kontakcie ze sobą, swoimi potrzebami i ograniczeniami daje możliwość budowania satysfakcjonującego kontaktu z innymi ludźmi. Współtwórca i Prezes Fundacji Masculinum. Specjalizuje się w problemach współczesnych mężczyzn. W terapii dąży do rozpoznania głębokich przyczyn problemów oraz odkrywania, w jaki sposób można na nie wpływać, dając sobie dzięki temu szansę na znaczną poprawę jakości życia.

Przeczytajcie też o książce „Slow Sex. Uwolnij miłość” o poszukiwaniu satysfakcjonującego i radosnego seksu.