Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia w przeglądarce internetowej

OK
21 grudnia 2016

Youtuberka z wyboru, ciocia z powołania. Ciocia Liestyle opowiada o wielkich imprezach od kuchni

Youtuberka z wyboru, ciocia z powołania. Rekin social mediów i płotka świata mody. Robi to, co lubi, i nie zamierza tego zmieniać. Agnieszkę „Ciocię Liestyle” Wolszczyk pytamy, jak od kuchni wygląda organizacja imprez w Polsce i co sprawia, że ludzie wciąż kochają na nie przychodzić.

tekst PATRYK CHILEWICZ
foto MATEUSZ STANKIEWICZ

Pamiętasz swoją pierwszą imprezę?
Tak. W Powiększeniu razem z Flirtini – Mentosem i Jedynakiem – później robiliśmy imprezy na Barce. W końcu każdy poszedł w swoją stronę. Z Michałem [Wilczewskim, mężem – przyp. red.] zaczęliśmy robić swoje, sygnowane jako liestyle*, w całej Polsce.

Złapaliście flow, jakie mają dzieciaki koło dwudziestki, nadajecie na ich falach, mimo że jesteście starsi. Przychodzi wam to naturalnie czy pracowaliście nad dostrajaniem się?
Mamy wielu znajomych, którzy są od nas młodsi. Kiedy zaczynaliśmy robić imprezy, mieliśmy swoją paczkę liczącą sporo osób w wieku dwudziestu, dwudziestu jeden lat. Świetnie się z nimi dogadywaliśmy, byli dość poważni jak na swój wiek, my zaś odwrotnie, więc spotykaliśmy się w połowie drogi. Wydaje mi się też, że jesteśmy na tyle elastyczni, że potrafimy się dogadać z każdym.

Ciocia wystąpiła również w romantycznej sesji Decolove

Przed każdą imprezą planujecie, jak ma wyglądać i w jakim klimacie być utrzymana?
To raczej wychodzi w trakcie, chyba że są specjalnie okazje, na przykład Dzień Kobiet czy Walentynki. Na jednej z imprez karnawałowych rozdawaliśmy ludziom plastikowe maski, na Dzień Kobiet mieliśmy dla dziewczyn róże. Staramy się wprowadzać nowe rzeczy, żeby nie było to tylko przyjście, napicie się i do domu.

W jakim mieście ludzie bawią się najlepiej?
W każdym mieście nieco inaczej. Myślę, że moje ulubione imprezowe miasto, poza Warszawą, to Poznań. Zwykle robimy tam imprezy w klubie SQ – chyba nigdzie indziej ludzie tak żywiołowo i tak fajnie nie reagują na to, co robimy. Zawsze mamy pełny klub, ludzie bawią się do rana, często nawet wychodzą później niż my. W Lublinie też jest bardzo fajnie. Z tym że tam klimat jest trochę bardziej studencki, choć i to się zmienia. To miasto stara się nadążyć za Warszawą, dlatego nasze akcje się tam przyjmują. Bardzo pozytywny jest też Kraków. Poza stolicą to są chyba najfajniejsze miasta imprezowe.

A nad morzem?
Nad morzem jest dość specyficznie. Poza sezonem niewiele się tam dzieje, jest nieco ospale. Za to w sezonie świetnie.

Wujaszek i Ciocia Liestyle: Więcej golizny. To nigdy się nie nudzi!

Nie męczy cię czasami ta cała otoczka „party girl”? Niektórzy mogą cię przez to odbierać niepoważnie, sądząc, że jesteś imprezową dziewczyną, która pewnie niczego sobą nie reprezentuje.
Zupełnie mnie to nie rusza, bo wiem, co mam w głowie. Szczerze mówiąc, nigdy się nie zastanawiałam, czy ktoś mnie tak postrzega. Z drugiej strony, jeśli ktoś uważa, że skupiam się na imprezach, to pewnie wie, że je robię. Marketing działa.

Za dwadzieścia lat też chcesz robić imprezy?
Tak, dancingi [śmiech].
Cały wywiad znajdziecie w #84 numerze K MAG